Dotyk potrzebny jak tlen

luty 2018
Anna Szreder Anna Szreder

Dotyk potrzebny jak tlen

Noworodki, niemowlęta i małe dzieci mogą płakać z różnych powodów. Odruchowo, gdy maluch zapłacze, bierzemy go na ręce, sprawdzamy pieluchę... a może jest głodny? Nakarmiony, przebrany i dalej płacze? Oczywiście powodów może być mnóstwo, od drapiącej metki po problemy zdrowotne. Zbyt rzadko jednak myślimy o tym, że niemowlę może płakać, bo potrzebuje kontaktu fizycznego, i że potrzeba przytulenia jest tak samo ważna jak potrzeba jedzenia.

Eksperyment Harlowa

W latach 60. Harlow przeprowadził okrutne badania na małych rezusach, które obecnie pewnie nie zostałyby dopuszczone przez żadną komisję etyczną. Były to jednak jedne z ważniejszych badań w psychologii.

Harlow oddzielił młode rezusy od ich matek i umieścił je w klatkach z dwoma rodzajami tzw. matek zastępczych. Jedna z nich była wykonana z drutu, druga została pokryta miękkim materiałem. Obie były podgrzewane, co miało imitować ciepło ciała prawdziwej matki. Harlow losowo przypisał małpki do jednej z dwóch grup:

  1. Pierwsza grupa – pobierała mleko z butelki przyczepionej do matki drucianej. Umieszczona w tej samej klatce matka miękka nie miała doczepionej butelki z mlekiem.
  2. Druga grupa – pobierała mleko od matki szmacianej, druciana wersja nie miała doczepionej butelki z mlekiem.

Okazało się, że niezależnie od tego, która matka była wyposażona w butelkę, młode rezusy większość czasu spędzały, tuląc się do miękkiej matki. Małpki, które otrzymywały pokarm od matki drucianej, jadły w pośpiechu i jak najszybciej wracały do szmacianej wersji. Rezusy z obu badanych grup rozwijały się podobnie, jednak te, które pobierały pokarm od matki drucianej, częściej cierpiały na biegunki, co doprowadziło do wniosku, że odseparowanie od matki miękkiej na czas karmienia było dla nich dużym stresem.

Jasne... każdy wolałby leżeć na miękkiej i przyjemnej w dotyku kanapie niż drucianym wieszaku. Harlow jednak poszedł dalej w swoich badaniach i udowodnił, że nie chodziło jedynie o wygodę.

Gdy młode rezusy umieszczono w nieznanym im pomieszczeniu, od razu przestraszone wtulały się w szmacianą matkę. Ale po jakimś czasie zaczynały zwiedzać pokój. Miękka matka dała im ukojenie i dzięki niej małpki poczuły się na tyle bezpiecznie, by eksplorować otoczenie.

Choć rezusy, którym umożliwiono kontakt z miękką matką lub choćby umieszczono w ich klatkach miękkie szmatki do przytulenia funkcjonowały lepiej, to jednak trudno sobie wyobrazić, by kawałek materiału mógł zastąpić prawdziwą matkę. I rzeczywiście, małpki te nie funkcjonowały najlepiej.

Po osiągnięciu dojrzałości rezusy z obu grup miały problemy z nawiązaniem kontaktu z innymi małpkami. Były wycofane lub agresywne. Do końca życia pozostały poniekąd społecznie upośledzone.

Harlow zmodyfikował eksperyment i w kolejnej wersji pozwalał młodej małpce przebywać przez 15 min dziennie z innym małym rezusem. Przez pierwsze miesiące życia każde takie spotkanie wyglądało tak samo. Małpki zamiast wesoło się bawić, wtulały się w siebie i tak trwały do końca spotkania...

Ten bardzo smutny i mało humanitarny eksperyment dał podwaliny pod powstałe w późniejszym czasie teorie przywiązania, wykazał, że kontakt fizyczny pełni kluczową rolę w tworzeniu więzi między matką i noworodkiem oraz że do prawidłowego rozwoju potrzeba czegoś więcej niż pożywienia i „dachu nad głową”.

Do podobnych wniosków wcześniej, bo już w latach 40., doszedł Rene Spitz. W tamtym okresie uważano, że przyczyną wyższej śmiertelności niemowląt w sierocińcach były zarazki. Lekarze zatem umieszczali dzieci w sterylnych łóżeczkach i nie dopuszczali do kontaktu między nimi, by zapobiec rozprzestrzenianiu się chorób. Warto dodać, że maluchy miały zapewnioną dobrą opiekę medyczną i były odpowiednio, jak na tamte czasy, żywione.  

Rene Spitz obserwował niemowlęta w sterylnych i pozbawionych czułości sierocińcach oraz dzieci więźniarek, które choć przebywały w mniej higienicznych warunkach, to były blisko matek. Okazało się, że dzieci w przywięziennym domu opieki nie tylko nie umierają z powodu zarazków, ale bardzo dobrze się rozwijają.

Dotyk potrzebny jak tlen

Trudno przecenić rolę dotyku i kontaktu skóra do skóry. Człowiek rodzi się jako fizjologiczny wcześniak. Zaraz po narodzinach to my ludzie jesteśmy najmniej dojrzali ze wszystkich ssaków. Nasz układ nerwowy będzie potrzebował jeszcze wielu lat, by się rozwinąć. Ale to właśnie zmysł dotyku, choć jeszcze nie doskonały, jest w chwili narodzin jednym z najlepiej rozwiniętych zmysłów.  

„Nie noś, bo się przyzwyczai” – jeśli masz małe dziecko, z pewnością wiele razy słyszałaś te słowa. Nie podążaj jednak za tą radą. Maluch, a zwłaszcza niemowlę, potrzebuje dotyku tak samo jak tlenu! Tak samo jak pożywienia! A dotyk ma magiczną moc.

Traktuj więc potrzebę kontaktu i dotyku na równi z głodem i innymi potrzebami fizjologicznymi.

Pamiętaj, że to nie grzechotki, piszczące  maskotki i nie kolorowa karuzela nad łóżeczkiem najlepiej wspomaga rozwój Twojego dziecka. Ale dotyk, przytulenie, poczucie bezpieczeństwa, pewność, że zawsze ktoś weźmie je w ramiona, gdy będzie płakać.

Po prostu... Twoja obecność.

PS Nie zapominaj, że nie tylko niemowlęta potrzebują kojącego dotyku. Starszaki, a nawet nastolatki też lubią się przytulic ;-)

Źródła:

https://www.chustodzieciaki.pl/rodzicielstwo-bliskosci-2/magia-bliskosci-o-poczatkach-wiezi/

https://www.youtube.com/watch?v=1cvDKuna358

http://www.focus.pl/artykul/czulosc-sie-oplaca

https://mamotoja.pl/jak-odkryto-moc-dotyku-te-badania-daja-do-myslenia,wychowanie-artykul,21514,r1p1.html

Stymulowanie zdolności słuchowych dziecka Rodzic idealny nie istnieje